Andrzej Babiński;
Andrzej Babžńskź t
PRÓBY WIERSZA „NADWRAŻLIWOŠĆ”
1 _
Liściu W oknie
'chybam przeklęty znakami ziemskimi
zbrakło jednego gestu -co by temu zaprzeczył
jam jest Faun co z udręki wzniósł się nad wodę
od upa-dfku p=owstrzy-many mocną Łręką na piersí
jednym wejrzeniem W otchłań
dłonią co na czole
2 _
_ Liściu w oknie
chybam przeklęty -znakami ziemskizni -
=gest._Gestu brak co by temu zaprzeczył
1:-en co jak faun z wody, faun co wzniósł się nad wodę
od upadku -ta co na 'piersi 'wstrzym-uje go ręka
udręka ale udręka
8 .
wodo, która wynosisz fauna udręki nad toń.
¦p-rzypar-tego do ręki co na piersi '
'pojmane-go, krzyżowaneg-ol, który jednak zbiegł
najcich-szy .szept liścia trwoży zasadzkę
i ręka na piersi
'który ślad Swój .za_taI'ł, z krzyża zbiegł
faun otoczony swym spojrzeniem
bez stóp, bez śladów za so-bą
bez chwili snu
4
Wodo, która wynosisz fauna udręki nad toń
przypartego do ręki co na piersi
który wpadł W sidła swych poetycki-ch słów
który Wpadł W sidła swego spojrzenia
że widoku W -oczach już by się zaparł
a jest niewinny
"60
.W ... r."
_______________________________________________________________
31.
LIŠĆ
Jeszcze tylko śmierć oddać spaść w tę otchłań bez dna
niczego już nie pragnąć, -o nie -się -nie dopominać
żadnego kieliszka wódki, żadnej do łóżka kobiety
tylko kami-enia pod głowę
zapomnieć '-można, że Fbył świat, lecz nie drzewa szmiącego
przed oknem -
Była spokojna ulica, 'tak jak kolano kobiety 'odsłonięte,
o-dsło-nięta od ruchu I
po drugiej stronie parasol i -sklep z warzywami,
-obok Wierzba. Ko-chałem blisko tę wierzbę pła'c'zą-cą,
bo umie pełnię samotni wyrazić a -przy tym płacząc
nikogo nie dotknie, lecz u-tuli-. Piękne W niej, że stoi
W tęsknocie, a wieczne, że -umie wyrazić swe miejsce.
Ma rąbek-niatczyny i -coś co W kalectwie i bez rodziny.
Lekutki lis'tek jej powiew straci... już odpocznę
i ochłonę. Ale coś 'prze-cie wiem, że 'co pisane od serca
rto wraca do :se-rca, że każdy ma coś z -tułacza, ale
ogarnia mnie żal, że nie tulę już żadnej pamiątki serca,
'-staję przed nią jak żebrak z fpła-czem rozłaki...
Co wejrzę ito mur, co ujrzę to zapadnę się wzrokiem, cofnę się,
o-dej-dę od muru i okna, 'ooknę się. Nie ch-cę już ni-c, ani -kląč krok
po liś-ciu spadły, krok na ziemi postawiony...
...bo p'o -co cofać się .w epokę piecrwotną, która nie -dla mnie
Wyrażam pełnię: t-racąc Ziemię, jej przestrzeń i własne życie
przeciem nic nie stracił, nic nie sfcracił
tak, spadły liściu
_ ' - -- odszedłem
POTĘPIONY ZA POGOŃ
Tak' »czuję jak 1-iść co nie gada do drzewa a się odzywa
W :Szmerze `
tak czuję park i spokojne kroczenie jak dziewczynę przy ramieniu
na :spacerze
jak .piża-mę na dzie-W-częzcym ciele gdy się przebierała
a jeszcze -tego miasta dyszenie
'jak Wdzi-any kostium ko.sti-umem gdy iona naga
a :dziewczynę jak wrzos we w'r'ześni'u i W oknie Íiranę
jak łabędż płynięcie i wodę - tak siebie W głos
tak 'miasto 'czuję i ogarniam
i :słowo pocisk: łamany kr-ok, most, stal, i du-dnienie
í piszę nie bram otwarcie -- ciszę co 'przycicha za-winieniem
którą na pamięć' znam
61
_______________________________________________________________________
i brak mi czegoś jak jaskółkom rzeki, jutrzni błyskawíc
by stanąć i mieć W oparciu z Wielu horyzontów
jedną najwyższą horyzontu trybunę
(W od pioruna jasności pozachodniej złożyć swój błysk podpisu)
STROFY
Pąk domu stala, szyn rozkwita, demoniejesz ze Wspomnień
Ozułość jak rozłąka, Wzbiera do słów ostatnich
Których nikt nie zna - szaleniec. Odarta z wszystkiego a uwielbia
Nie. to jest czułość, a czułość jest nieśmiertelna,
Ziemia jak stół W porach roku i jak szuflada
Ty z przerwą W życiorysie popatrz: przeczy ci mijany krajobraz
Wysiądź, pochodź, czujesz ją jak dziecko tkliwe a nic nie gadasz
A w rękopisach 'bez dat, czasów stref, W utratach
A ona je'st.bra\tnia i pierwsza wyciąga dłoń brata
Nad za-toką morza stanę, by trzymać Wzięte w objęcia ptaki do
chrztu
Z 'brzegu szuwar trzc-iną szeleści
Do piersi niech je przycisnę z wszystkich sił
Niech dam im odlot, a sam złożę się do snu
Poezja jest jak więzień wśród więźniów, treścią listów się dzieli,
taka otwarta
Dzieli się całym swym życiem w utratach Jedną kromką chleba,
dymem papierosa, dobrocią, rozłąką,
ostatnim dobrym słowem
i 'tym tchem co rozstaje się z życiem lub życie przywraca,
lecz gdy staje się zamarła mówi głosem wyjętym z 'paszczy lwa
(życie to marsz podziemia. z którego wyrasta most i odbudowa)
Andrzej Babiński. Polska.
Andrzej Babžńskź t
PRÓBY WIERSZA „NADWRAŻLIWOŠĆ”
1 _
Liściu W oknie
'chybam przeklęty znakami ziemskimi
zbrakło jednego gestu -co by temu zaprzeczył
jam jest Faun co z udręki wzniósł się nad wodę
od upa-dfku p=owstrzy-many mocną Łręką na piersí
jednym wejrzeniem W otchłań
dłonią co na czole
2 _
_ Liściu w oknie
chybam przeklęty -znakami ziemskizni -
=gest._Gestu brak co by temu zaprzeczył
1:-en co jak faun z wody, faun co wzniósł się nad wodę
od upadku -ta co na 'piersi 'wstrzym-uje go ręka
udręka ale udręka
8 .
wodo, która wynosisz fauna udręki nad toń.
¦p-rzypar-tego do ręki co na piersi '
'pojmane-go, krzyżowaneg-ol, który jednak zbiegł
najcich-szy .szept liścia trwoży zasadzkę
i ręka na piersi
'który ślad Swój .za_taI'ł, z krzyża zbiegł
faun otoczony swym spojrzeniem
bez stóp, bez śladów za so-bą
bez chwili snu
4
Wodo, która wynosisz fauna udręki nad toń
przypartego do ręki co na piersi
który wpadł W sidła swych poetycki-ch słów
który Wpadł W sidła swego spojrzenia
że widoku W -oczach już by się zaparł
a jest niewinny
"60
.W ... r."
_______________________________________________________________
31.
LIŠĆ
Jeszcze tylko śmierć oddać spaść w tę otchłań bez dna
niczego już nie pragnąć, -o nie -się -nie dopominać
żadnego kieliszka wódki, żadnej do łóżka kobiety
tylko kami-enia pod głowę
zapomnieć '-można, że Fbył świat, lecz nie drzewa szmiącego
przed oknem -
Była spokojna ulica, 'tak jak kolano kobiety 'odsłonięte,
o-dsło-nięta od ruchu I
po drugiej stronie parasol i -sklep z warzywami,
-obok Wierzba. Ko-chałem blisko tę wierzbę pła'c'zą-cą,
bo umie pełnię samotni wyrazić a -przy tym płacząc
nikogo nie dotknie, lecz u-tuli-. Piękne W niej, że stoi
W tęsknocie, a wieczne, że -umie wyrazić swe miejsce.
Ma rąbek-niatczyny i -coś co W kalectwie i bez rodziny.
Lekutki lis'tek jej powiew straci... już odpocznę
i ochłonę. Ale coś 'prze-cie wiem, że 'co pisane od serca
rto wraca do :se-rca, że każdy ma coś z -tułacza, ale
ogarnia mnie żal, że nie tulę już żadnej pamiątki serca,
'-staję przed nią jak żebrak z fpła-czem rozłaki...
Co wejrzę ito mur, co ujrzę to zapadnę się wzrokiem, cofnę się,
o-dej-dę od muru i okna, 'ooknę się. Nie ch-cę już ni-c, ani -kląč krok
po liś-ciu spadły, krok na ziemi postawiony...
...bo p'o -co cofać się .w epokę piecrwotną, która nie -dla mnie
Wyrażam pełnię: t-racąc Ziemię, jej przestrzeń i własne życie
przeciem nic nie stracił, nic nie sfcracił
tak, spadły liściu
_ ' - -- odszedłem
POTĘPIONY ZA POGOŃ
Tak' »czuję jak 1-iść co nie gada do drzewa a się odzywa
W :Szmerze `
tak czuję park i spokojne kroczenie jak dziewczynę przy ramieniu
na :spacerze
jak .piża-mę na dzie-W-częzcym ciele gdy się przebierała
a jeszcze -tego miasta dyszenie
'jak Wdzi-any kostium ko.sti-umem gdy iona naga
a :dziewczynę jak wrzos we w'r'ześni'u i W oknie Íiranę
jak łabędż płynięcie i wodę - tak siebie W głos
tak 'miasto 'czuję i ogarniam
i :słowo pocisk: łamany kr-ok, most, stal, i du-dnienie
í piszę nie bram otwarcie -- ciszę co 'przycicha za-winieniem
którą na pamięć' znam
61
_______________________________________________________________________
i brak mi czegoś jak jaskółkom rzeki, jutrzni błyskawíc
by stanąć i mieć W oparciu z Wielu horyzontów
jedną najwyższą horyzontu trybunę
(W od pioruna jasności pozachodniej złożyć swój błysk podpisu)
STROFY
Pąk domu stala, szyn rozkwita, demoniejesz ze Wspomnień
Ozułość jak rozłąka, Wzbiera do słów ostatnich
Których nikt nie zna - szaleniec. Odarta z wszystkiego a uwielbia
Nie. to jest czułość, a czułość jest nieśmiertelna,
Ziemia jak stół W porach roku i jak szuflada
Ty z przerwą W życiorysie popatrz: przeczy ci mijany krajobraz
Wysiądź, pochodź, czujesz ją jak dziecko tkliwe a nic nie gadasz
A w rękopisach 'bez dat, czasów stref, W utratach
A ona je'st.bra\tnia i pierwsza wyciąga dłoń brata
Nad za-toką morza stanę, by trzymać Wzięte w objęcia ptaki do
chrztu
Z 'brzegu szuwar trzc-iną szeleści
Do piersi niech je przycisnę z wszystkich sił
Niech dam im odlot, a sam złożę się do snu
Poezja jest jak więzień wśród więźniów, treścią listów się dzieli,
taka otwarta
Dzieli się całym swym życiem w utratach Jedną kromką chleba,
dymem papierosa, dobrocią, rozłąką,
ostatnim dobrym słowem
i 'tym tchem co rozstaje się z życiem lub życie przywraca,
lecz gdy staje się zamarła mówi głosem wyjętym z 'paszczy lwa
(życie to marsz podziemia. z którego wyrasta most i odbudowa)
Andrzej Babiński. Polska.
Komentarze
Prześlij komentarz